Produkt dnia
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
O co chodzi z tymi olejami? 0
O co chodzi z tymi olejami?

O co chodzi z tymi olejami?

Jeżdżąc po targach, rozmawiając, niejednokrotnie spotykam się z sytuacjami, w których Wy – dziewczyny cudowne pytacie o podstawy. Pytacie, co zrobić, jak używać. Postanowiłam, więc odpowiedzieć na najczęściej pojawiające się pytania. Będzie to wpis z wiedzy podstawowej, więc jak się czujesz olejo-ekspertem, to się możesz znudzić..

Moja przygoda z Olejami Naturalnymi zaczęła się dawno dawno temu, w odległej galaktyce. Była wynikiem poszukiwań czegoś do twarzy, co by mnie wreszcie nie uczulało i nie sprawiało, że moja skóra swędzi i jest błyszcząca. Na początku bałam się, że olej = smażenie. Tzn. wiecie, w mojej głowie olej był do smażenia a nie do skóry. Nie wiedziałam, że te oleje to są inne światy, inne galaktyki. A przede wszystkim odpowiadają na inne potrzeby.

Na początek powstawanie. Olej rzepakowy (używany powszechnie do smażenia) jest bezwonny i bezzapachowy, rafinowany. Czym jest natomiast rafinacja? To wielostopniowy proces chemiczny, podczas którego olej zostaje poddany temperaturze i chemii, mający na celu przedłużenie trwałości produktu. Jednocześnie oleje do smażenia poddajemy temu procesowi, aby go oczyścić i pozbyć zapachów.

A w ofercie Leafy znajdziecie najwyższej jakości oleje zimnotłoczone. Nie poddawane rafinacji, a więc bogate w składniki odżywcze. Co ciekawe część z nich prawie nie posiada zapachu, lub zapach ten jest bardzo słabo wyczuwalny. Przykładem może być jeden z najbardziej ekskluzywnych olei świata – naturalny botoks, żelazko na zmarszczki, jak mawia mój szwagier – Opucja Figowa (więcej o Opucji tu😊. Dzieje się tak dlatego, że olej ten powstaje w wyniku tłoczenia na zimno

Tak, oto obalamy mit nr 1: Nie, to nie jest to samo.

Po drugie produkty. Jak już przyrównujemy do smażenia, to idźmy dalej tą drogą. Olej rzepakowy jest olejem popularnym. Jego popularność widać na wiosnę, gdy praktycznie cała Polska, wzdłuż i wszerz ozdobiona jest żółtymi polami rzepakowymi. Tani, powszechny, obecny w każdej kuchni.

Oleje, które mają pielęgnować naszą skórę pochodzą ze składników mniej widocznych i mniej oczywistych. Przykładem może być olej z pestek malin. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak malutkie są te pestki? Poniżej zdjęcie poglądowe, na zdjęciu moja pierwsza etykieta, pierwsza pompka (teraz już historyczne opakowanie, bo od tej pory przeszłam przez jakieś milion zakrętek, aż znalazłam idealna pipętę, pipętę cud miód, orzeszki) i pierwsza butelka 30 ml na tle soczystych i cudownych lipcowych malinek… Rozumiecie już?  

 

Mit nr 2: mogą być tańsze, w końcu to tylko olej obalony.

To nie jest tylko olej, to jest produkt nieprzetworzony, nierafinowany, tłoczony na zimno, z nietypowych, lub bardzo trudno dostępnych składników. Zamknięty w cudownej butelce ze szkła farmaceutycznego, opatrzony ekologiczną pipetą, która sprawia, że nie uronisz ani jednej  kropli tego cuda, tylko zaaplikujesz go na skórę i będziesz się cieszyć #ochach.

Mit kolejny, nr 3. : jak daje na skórę, to mi spływa, to po co mi olej, wolę krem.

Tu mam trochę problem, bo naprawdę uważam, że oleje nie są dla każdego. Tzn nie zrozumcie mnie źle. Są cudowne, idealne i pachną, jak marzenie, działają i za prawdę działają na skórę. Tylko bardzo często aplikujemy je nie zgodnie ze sztuką. Ale nie każdemu się chce  - #takaprawda - i nie każdy lubi to uczucie lekko śliskiej skóry. Ja z kolei nie bardzo lubię uczucie zapychania, które często towarzyszy kremom.

Czego więc się wystrzegać?

Po pierwsze:

Oleje aplikujemy zawsze na skórę oczyszczoną i wilgotną. Czyli, najpierw buzie myjemy (ja na ten przykład swoim własnym, delikatnym mydełkiem (więcej o mydełkach delikatnych tu😊), potem tonizujemy (na przykład hydrolatem – o hydrolatach będzie tu)) a na koniec nakładamy olej. Nie jakoś tam nakładamy, tylko delikatnie masujemy twarz. 

Dlaczego oczyszczona mokra buzia? Po pierwsze, bo, olej jest olejem 😊

Po drugie:

Czytamy etykietę. Jak olej jest schnący, czyli w założeniu nadaje się do skóry przetłuszczającej, czasem mieszanej, to go nie aplikujemy na cerę suchą, żeby potem nie mówić, że mi sucho i cierpiem. (olejem schnącym jest na przykład Olej z dzikiej z róży).

Po trzecie, oprócz doboru oleju warto również się zastanowić kiedy i jak go stosujemy. Ja mam na przykład cerę mieszaną, oleje stosuję wyłącznie rano, po umyciu buzi. Delikatnie wmasowuję olej i pozostawiam do wchłonięcia – stosuje przy tym techniki delikatnego masażu, które zwłaszcza rano poprawią ukrwienie i pomagają zniknąć nocnej opuchliźnie. Wieczorem za to pozostawiam skórę delikatnie potraktowaną hydrolatem. Dzięki temu mam pewność, że moja twarz, tak samo, jak mój organizm ma czas relaksu.

Zamieniam też oleje, które stosuję, w zależności od pory roku. W lecie potrzeba mi ochrony przed słońcem, a tu pomocna jest delikatny i nawilżający olej z pestek truskawki czy cudowny olej z pestek malin. W zimie wiem, że moja skóra łatwo wysycha. Na mróz aplikuję masło shea, które działa ochronnie, a na wiatr olej z pestek śliwki, lub olej z pestek moreli. Na wiosnę szukam czegoś, co mnie rozświetli, to sięgam po olej z dzikiej róży. Ale to moja droga. Ty musisz znaleźć swoją.

 

Ten mały wpis to jedynie wstęp do długiego i żmudnego procesu zwanego: zaczynam zabawę z naturalną pielęgnacją. Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie, wysyłajcie gołebia.

 

O moich olejach pisały również:

Mamowato

Fit porcelain

Naturalne z pudełka

Mum’s life

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl